2026-05-19 20:31:36
Kreta w powszechnej świadomości jawi się jako turystyczny raj, kraina gajów oliwnych, minojskich pałaców i niespiesznego życia w rytmie siga-siga. Czasem jednak spod tej sielankowej pocztówki wyziera rzeczywistość znacznie mroczniejsza, przypominająca scenariusz z hollywoodzkiego gangsterskiego kina. Przekonali się o tym mieszkańcy górzystych rejonów Amari i Vorizii, gdzie przez lata panowały zasady rodem z sycylijskiej prowincji.
Grecka policja, we współpracy z Prokuraturą ds. Przestępczości Zorganizowanej, rozbiła właśnie strukturę, którą lokalne media bez ogródek ochrzciły mianem „mafii rodzinnej”.
Mechanizm działania był uderzająco prosty, a zarazem bardzo bezczelny. Na czele rodzinnej mafii stał 43-letni wujek, wspierany przez dwóch siostrzeńców, którzy terroryzując lokalną społeczność, systematycznie przejmowali grunty rolne oraz pastwiska należące do drobnych rolników. Jaki cel przyświecał tym działaniom? Odpowiedź kryje się w brukselskich funduszach.
Przejęte siłą i groźbą nieruchomości były zgłaszane do greckiej agencji płatniczej (OPEKEPE) jako własne. Aby zmaksymalizować zyski, „przedsiębiorcza” rodzina deklarowała w systemie IACS wirtualne stada owiec, znacznie przewyższające stan faktyczny. W ten sposób w ciągu zaledwie pięciu lat (2021–2025) wyłudzili oni w ten sposób 586 000 euro z tytułu dopłat bezpośrednich.
Aresztowani przywódcy mafii mieszkali w Vorizii, ale ich działalność sięgała aż do Amari w prefekturze Rethymno .Dla tych, którzy próbowali stawiać opór i odmawiali oddania swojej ziemi, przestępcy nie mieli skrupułów. Wachlarz metod perswazji był szeroki: od klasycznego szantażu i pobić, po brutalne akty wandalizmu. Do akt sprawy trafiły tak spektakularne przypadki odwetu, jak wycięcie piłą łańcuchową 134 wiekowych drzew oliwnych w osadzie Sata czy zniszczenie przy użyciu elektrycznych nożyc 400 winorośli w miejscowości Fourfoura. Straty materialne samych tylko zniszczeń rolniczych szacuje się na ponad 200 tysięcy euro. Dorzućmy do tego podpalenia samochodów niepokornych rolników, a otrzymamy pełen obraz terroryzowania regionu. Liczbę ofiar rodziny przestępców szacuje się aktualnie na co najmniej 40. Co wymowne, „rodzinna mafia” nie miała oporów, by niszczyć i zastraszać również własnych krewnych, jeśli ci akurat posiadali ziemię zdatną do wyłudzenia dotacji.
W Vorizii i dwóch wioskach w gminie Amari, które stały się celem działań tej organizacji przestępczej, strach przed jej działaniami był powszechny. Ich mieszkańcy byli przerażeni, ale przez prawie pięć lat nie mówili o głośno terrorze, którego ofiarami się stali. Strach był tak paraliżujący, że jedna z ofiar kilka lat temu porzuciła cały swój majątek oraz krewnych i uciekła z wioski, byle tylko uwolnić się od nieustannych gróźb i ogromnej presji.
Zatrzymanym postawiono długą listę ciężkich zarzutów, wśród których znalazły się m.in.:
Aresztowanie głównego podejrzanego miało miejsce w dość specyficznych okolicznościach – 43-latek wpadł w ręce policji w Atenach, tuż przed szpitalem, do którego udał się z żoną. Pozostałe osoby z rodzinnego gangu aresztowała policja w poniedziałek wczesnym rankiem w Vorizii, w gminie Fajstos.
Zapewne zastanawiacie się teraz jak policja wpadła na trop mafii. Tu trzeba sięgnąć do wydarzeń, które miały miejsce w Vorizii kilka miesięcy temu. 1 listopada 2025 roku miała tu miejsce strzelanina, w trakcie której zginęły 2 osoby. Mówiono wówczas o wendetcie i pokoleniowych konfliktach. Policja wówczas rozpoczęła długotrwale śledztwo, w trakcie którego śledczy wpadli na trop istnienia mafii.
Obrona, reprezentowana przez adwokat Theonymfi Berki, natychmiast przystąpiła do kontrataku, budując narrację pełną oburzenia. Przerzucanie się argumentami z liczących ponad 2000 stron akt sprawy już się rozpoczęło. Zdaniem prawniczki, oskarżeni to legalnie działający rolnicy, którzy szanują cudzą własność, a ich obecność w Amari opiera się na umowach najmu, które zostaną przedstawione sądowi. Berki skrytykowała sam fakt wydania nakazów aresztowania, argumentując, że jej klienci nie zamierzali uciekać, a samo zatrzymanie ojca dziewięciorga dzieci pod szpitalem określiła jako „nieludzkie i okrutne”. Ironizowała również pod adresem dziennikarzy, rzucając w ich kierunku: „Oczywiście kłuje was w oczy, że trzech rolników pochodzi z regionu Vorizia, ale to nic więcej nie znaczy”.
To oczywiście tylko zgrabna próba odwrócenia uwagi – w końcu w policyjnych aktach znacznie mocniej niż samo pochodzenie podejrzanych „kłują w oczy” konkretne zarzuty: spalone auta, wycięte gaje oliwne i ponad pół miliona euro, które dziwnym trafem wyparowało z unijnego budżetu.
Oskarżeni mają czas do piątku, aby przygotować swoje oficjalne wyjaśnienia przed sądem w Rethymno. Sprawa ta bez wątpienia uderza wizerunkowo w system kontroli dopłat bezpośrednich, pokazując, jak łatwo wirtualne stada owiec i bezprawie potrafią doić europejski budżet.
2026-05-19 20:31:36
Komentarze
komentarz z
No to wyobrażam sobie co będzie jak ta 9-tka dzieci oskarżonego szefa dorośnie!
komentarz z
Tadeusz Chowaniak Pewnie historia zatoczy koło.
Wypełnij poniższy formularz aby dodać komentarz
lub kliknij w poniższy link aby skorzystać z możliwosci komentowania przez facebooka:
https://www.facebook.com/crete.poland/posts/1399815188859408